Nowości

Razem ukarać zbrodnię! - Marek Handrysik

Artykuły » Razem ukarać zbrodnię! - Marek Handrysik

 Świętochłowice 28-31 VIII 2012

Przygotowując się do wykładów, na okoliczność obozu letniego w Teodorowie, na którym wykładałem drugą połowę Księgi Sędziów, zwróciłem szczególną uwagę na rozdziały, w których nie występuje żaden sędzia, a które dowodzą niezbicie, że jeśli można założyć istnienie jakiegoś tzw. dna, to po przeczytaniu owych rozdziałów można śmiało stwierdzić, iż owo dno można przebić. Niniejsze rozważanie rozpocznę jednak od postaci Samsona – jedynego sędziego powołanego przez Boga przed narodzeniem i bez próśb ze strony ludzi.


Szkic wydarzeń

Małe Słońce, gdyż tak można tłumaczyć imię Samsona, przeżył życie w zupełnym buncie wobec powołania, którym Bóg go łaskawie obdarzył. Pogwałcił wiele Bożych nakazów
i zakazów: wziął sobie za żonę Filistynkę (14:2), kłamał (16:7), uprawiał rozpustę (16:1), dotykał ścierwa (14:9; 15:15; 16:7) zajmował się zbójectwem (14:19) i tak na prawdę do samego końca walczył we własnym, a nie w Bożym imieniu (18:28). W istocie człowiek ten popsuł zupełnie wszystko, co można było popsuć, czego skutkiem był fakt, że nawet jego rodacy mieli go po prostu dosyć (15:10-12). W istocie dopiero dzięki osobowości, szczerej do bólu, Dalilli[1] (16:6) i w konfrontacji jej postawy z własnym krętactwem Samson zaczyna dochodzić do autorefleksji, na skutek której nareszcie sam siebie określa nazyrejczykiem Bożym (16:17). Na tym zresztą kończy się jego błyskotliwa kariera i wkrótce traci życie
w samobójczym akcie zemsty za jedno z dwojga swoich, jakże mu drogich oczu, którymi całe życie się kierował, dookreślając na wszystkie pokolenia, czym jest dno, w przypadku wybranego Bożego, a wręcz bohatera wiary (por. Hbr 11:32).

Kolejny rozdział, to historia Mika-Jahu, (BW Micheasza), który sporządza sobie posąg Jahwe oraz zatrudnia Lewitę w roli kapłana. Domniemywać należy, że podobnie, jak we wierszu 17:4 zmienia się imię bohatera tej historii z Mika-Jahu – Któż jak Jahwe, na Mika[2], tak też prawdziwy Bóg odsuwa się od tego obrzydliwego pogwałcenia 2-go przykazania (2Mż 20:4), które to i dziś chętnie niektórzy opuszczają w Dekalogu i bez skrępowania tworzą sobie wizerunki Boga, oczekując za swą inwencję kultową błogosławieństwa od Boga, podobnie jak Mika (17:13).

Jednak historia nabiera rozmachu, gdy nowym sposobem czczenia bóstwa zainteresowało się całe plenię Danitów. Kompletnie miesza im się prawdziwy Bóg z kaplicą bogów, którą ma u siebie Mika (17:5 BG) i ostatecznie porywają dla siebie jego boga wraz z kapłanem (18:24) aby go czcić, w ziemi, którą zdobywają po swojemu, w miejscu, gdzie ich być nie miało. Ponieważ nie podporządkowali się Bogu i nie rozpoznali Jego woli, więc „cokolwiek”
i gdziekolwiek wydaje im się lepsze niż objawiona wola Boga. Swoim postępowaniem,
w istocie świetnie pieczętują czyny swojego super bohatera – Samsona (por. 13:2).

W tym miejscu może się wydawać, jakby kolejny rozdział (19) mówił inną historię i o innych ludziach. Nawet jeśli tak jest, jednak niewątpliwie zachowany jest tu związek chronologiczny, z rozdziałem poprzednim, o czym świadczyć mogą słowa, które padają na jego rozpoczęcie: W tymże czasie….

W rozdziale tym nie ma niewinnych. Czytamy tam koszmarną historię, jak to pewien Lewita wykorzystał do cna swoją, niewierną[3] zresztą żonę[4], która umiera na skutek zbiorowego gwałtu dokonanego przez Gibeonitów. Człowiek ten nie tylko osłania własną część tylną ciałem swojej małżonki, ale po jej śmierci tnie jej umęczone ciało na 12 fragmentów, aby zgromadzić wszystkie pokolenia Izraela na wojnę przeciwko Gibei. W ten sposób ciało kobiety, które sam wydał zboczeńcom, a które powinien był chronić wewnątrz domu, znalezione martwe z rękami na jego progu (19:27), teraz zaś jeszcze poćwiartowane, staje się sztandarem zbierającym wszystkich oburzonych tym czynem na wojnę.

Koniec historii tego człowieka mamy w kolejnym rozdziale, kiedy to bezczelnie kłamie,
a zeznając w czasie zaimprowizowanej, niesprawiedliwej[5] rozprawy przeciwko Gibei przemilcza fakt, że sam zdradził swoją żonę wydając ją własnoręcznie gwałcicielom
i mordercom (19:25), podczas gdy sam smacznie sobie spał (19:27).

Wojna!!!

W efekcie poruszonych poćwiartowanymi zwłokami emocji oraz kłamliwego zeznania męża, pana[6] i zdrajcy owej niewiasty wybucha wojna, co do której nie potrzeba nawet pytać o wolę Boga (20:9). Rusza logistyka (20:10), a Bóg, jak się wydaje musi być po ich stronie. No przecież taką zbrodnię trzeba ukarać! Negocjacje z Beniaminitami, to przysłowiowa musztarda po obiedzie (20:12-13). Oczywista przewaga liczebna oraz Boży gniew wobec straszliwej zbrodni powinny przypieczętować los miasta i wszystkich, którzy stanęli po jego stronie. Nie są istotne ich racje, nie jest istotne jak było na prawdę. Wiemy, co należy zrobić i na naszych planach potrzeba nam tylko pieczątki Pana Boga. Czyżby?

Wreszcie, wobec oczywistości wszystkiego oraz zapewne niewielkiego pola przed miastem, uniemożliwiającego stoczenie walnej bitwy Izraelici idą pytać Boga o to, kto jako pierwszy ma ruszyć do boju (20:18). Odpowiedź Boga: Juda pójdzie jako pierwszy. powinna stanowić dla nich zastanawiającą zagadkę, szczególnie, że nie tak znów dawno identyczną odpowiedź otrzymały wyruszające na podbój Kanaanu plemiona Izraelskie (1:1-2). Czyżby znów następował podbój Kanaanu? Niewątpliwie grzech czyni z mieszkańców Gibei Kanaanitów,
a nawet Sodomitów. Gdybyż pamiętali, że Gibeon, to niepokonana dotąd potęga militarna[7], to może by się zastanowili. Oni jednak nie znają Słowa Bożego, a ich ciemnota w tym zakresie prowadzi do frontalnego ataku na miasto, który kończy się sromotną klęską (20:21).

Idą więc skruszeni do Betel aby płakać przed Panem, a zadawane przez nich Bogu pytanie zmienia się: Czy mamy ponownie ruszyć do walki z Beniaminitami, naszymi braćmi[8]? pytają teraz. Jednak Boża odpowiedź jest twierdząca, a kolejna, podobnego jak poprzednio rozmiaru klęska (20:25) poważnie podważa morale ludu zbrojnego.

Teraz już wszyscy ruszają do namiotu Pana, płaczą, składają ofiary całopalne i pojednania, czyli można by powiedzieć, że pokutują.

Arcykapłanem, jak podaje tekst, jest wówczas wnuk Aarona – Pinechas[9] (20:28). I znów sugestia pozwalająca na refleksje, gdyż Pinechas wsławił się wcześniej dwoma istotnymi czynami. Po pierwsze zabił mężczyznę, który cudzołożąc z Midianitką stał się czcicielem Baal Peora i w ten sposób odwrócił ów kapłan Boży gniew od Jego ludu (4Mjż 25:1-14), a po drugie zażegnał on groźbę wojny bratobójczej przeciwko synom Rubena, Gada i połowie plemienia Manassesa, której powodem mogła być budowa przez te ludy ołtarza Ed w ziemi Gilead (Joz 22:10-34). W obu przypadkach mamy zdecydowanie i wierność owego kapłana oraz umiejętność rozpoznania przez niego prawdy. Wystarczyło pozwolić przemówić refleksjom o tej postaci żeby zacząć dostrzegać to, co aktualnie się dzieje w nowym świetle. Jednak Izraelici nadal nic nie dostrzegają, gdyż nie znają Słowa Bożego i nie wydaje się, żeby byli zainteresowani jego poznaniem. W każdym razie Pinechasa o nic nie pytają.

Za trzecim razem ich pytanie do Boga zawiera sugestię odpowiedzi: Czy mamy ponownie wyjść do walki z Beniaminitami, naszymi braćmi, czy też tego zaniechać? pytają. Bóg odpowiada: Ruszcie, gdyż jutro wydam ich w wasze ręce.

I tu mamy kolejny powód do zastanowienia, gdyż przebieg bitwy (20:29-40) bardzo przypomina zdobycie Aj (Joz 8). Wydaje się jakby Bóg przemawiał do swojego ludu poprzez własne jego czyny. Zasadnicza różnica pomiędzy bitwą o zdobycie Gibei a bitwą pod Aj polega na tym, że pod Aj Izraelici pytali o powód swojej klęski (Joz 7:6-10), a tutaj o to nie pytają. Gdyby zapytali, to jaka byłaby odpowiedź Jahwe?

Wobec ich duchowej głuchoty Bóg kontynuuje mówienie poprzez ich czyny, a na Giebei
i innych miastach Beniamina dokonana zostaje straszliwa rzeź, która kończy się nieomal eksterminacją całego plemienia. Emocje z powodu pociętych zwłok i dwukrotnej klęski są zrozumiałe, ale nawet poprzez to, w całej tej historii możemy słyszeć Boży głos.

Czy zbrodnia Gibeonitów zasługiwała na taką karę? Prawo Mojżeszowe przewidywało wszak karę tego rodzaju, jednak nie za gwałt, ani nawet za morderstwo.

A jeślibyś usłyszał, że w jednym z twoich miast, które Pan, Bóg twój, daje ci na mieszkanie, mówi się: Wyszli mężowie niegodziwi spośród ciebie i zwodzili mieszkańców swego miasta, powiadając: Chodźmy i służmy innym bogom, których nie znacie, to gdy wyśledzisz, zbadasz i dowiesz się dokładnie, a okaże się prawdą i rzeczą pewną, że taką obrzydliwość uczyniono pośród ciebie, to bez litości zabijesz mieszkańców tego miasta ostrzem miecza, obłożysz je klątwą
i wszystko, co w nim jest, także jego bydło, zabijesz ostrzem miecza, a cały jego łup zgromadzisz na środku placu i doszczętnie spalisz całe miasto wraz z całym jego łupem, jako ofiarę całopalną dla Pana, Boga twego, i pozostanie na wieki ruiną, nie będzie już odbudowane
.

5Mjż 13:13-17

Jeśli wrócimy do początku omawianego rozdziału i przypomnimy sobie kontekst, to może domyślimy się, o czym cały czas mówił Bóg do serca swojego ludu:

…zgromadził się zbór jak jeden mąż, od Dan aż po Beerszebę…

Sdz 20:1

Co było w Dan? Pamiętamy jeszcze Mikę oraz jego posąg ryty i lany przejęty przez Danitów?

To zbrodnia bałwochwalstwa miała być ukarana w taki sposób jak postąpiono z Gibeą, taka miała być też ich ofiara całopalna dla Jahwe, a Pinechas z pewnością mógł w tym doradzić.

Ostatecznie Izraelitom robi się żal Beniamina i postanawiają mu pomóc dopuszczając się zbrodni jeszcze gorszej niż ta, którą właśnie ukarali, co, w mojej opinii zupełnie niweczy sens ich działań nawet z punktu widzenia ludzkiej sprawiedliwości.

Tamta historia a dzień dzisiejszy

Obserwując dzisiejsze chrześcijaństwo można zastanowić się czy aby nie popełnia ono błędu Małego Słońca, który będąc wybranym przed narodzeniem narzędziem Boga, całe swoje życie, ze swych wszystkich, jak się wydaje, sił próbował zaprzeczyć swojej duchowej tożsamości, popełniając różnorodne grzechy oraz przestępstwa wobec własnego powołania.

Jakże wielu chrześcijan dzisiejszych czasów postępuje podobnie. Zamiast, z całych swych sił, myśli i wszystkimi środkami służyć swojemu Panu i Zbawcy, kierują się impulsami, emocjami oraz tym, co widzą ich cielesne oczy. Próbują robić karierę, zarabiać więcej pieniędzy, budować piękniejsze domy, itp. Czyżby Boga można było wykorzystać do własnych celów? Samson próbował… Czyżby nagroda w górze była zbyt mała? Czyżby zapomnieli, że nie można służyć Bogu i mamonie (Mt 6:24)?

Kompletnie absurdalną odmianą tego zjawiska jest zaangażowanie chrześcijan w osiąganie zupełnie nieistniejących celów, np. w grach komputerowych, czy like’ów () na Fejsie.

Za takie rozdwojenie jaźni trzeba będzie zapłacić. Oby nie taką cenę jak Samson. A Bóg i tak wypełni swoją odwieczną wolę, nawet jeśli przyjdzie Mu użyć cielesnych pożądliwości
i głupoty swoich wybranych (14:1-4).

Niestety za błędy przychodzi zapłacić. Czasami jest to osobista klęska, a kiedy indziej, jako dalsza jej konsekwencja może nastąpić klęska jakiejś części Kościoła, która nie osiągnąwszy wyznaczonych przez Boga celów skieruje swoje oczy na jakikolwiek cel, na „cokolwiek”, podobnie jak uczyniło to plemię Dana.

Moim zdaniem Danici powinni ruszyć na podbój przydzielonej im losem ziemi wraz z Judą
i Symeonem (1:3). Bóg sugerował takie rozwiązanie przydzielając Danowi i Judzie wspólne miasto – Ekron[10], jednak ktoś wybrał powierzchowne i pobieżne poznanie woli Bożej zamiast solidnej jej analizy. Czyż i dzisiaj nie bywa identycznie?

Pamiętajmy:

Chcąc osiągnąć Boży cel należy solidnie poznać objawioną Jego wolę.

Danci jednak nie czynią w ten sposób. Zawodzi także ich super bohater, który mógłby zastąpić całą armię, gdyby tylko myślał o czymś innym niż własne przyjemności i to, co widzą jego oczy. Ponoszą klęskę (18:1) i są rozgoryczeni (18:25), więc realizują własny plan szukając czegokolwiek – jakiegokolwiek dziedzictwa.

Zupełnie podobnie wydaje się postępować współczesny Lud Boży. Zamiast po prostu ogłaszać Słowo Boże, które jako jedyne ma moc wzbudzić prawdziwą wiarę (Rz 10:17), pochłonięty jest różnego rodzaju działalnością, sztuką przekonywania innych[11] oraz różnymi innymi sposobami wpływania na cielesnych ludzi, tak jakby wiara była z argumentu albo
z decyzji. Do tego często myli im się prawdziwy Bóg z kaplicami bogów i ich podobnież cudownymi wizerunkami, których w naszym kraju jest pod dostatkiem, a ich kapłani otaczani są powszechnym szacunkiem.

Efektem takich poszukiwań jest osiągnięte „cokolwiek” zamiast tego, co przewidział dla nas Bóg. Zbory bywają wypełnione nienawróconymi prawdziwie ludźmi, którzy przeżyli jakieś poruszenie emocjonalne, albo zostali przekonani i podjęli jakąś własną decyzję, jednak nigdy nie narodzili się na nowo. Takie dziedzictwo nie jest istotnie prawdziwym dziedzictwem, które Bóg przeznaczył dla swojego ludu. Jest to „cokolwiek” osiągnięte kosztem uchybienia prawdziwego celu. Czyż nie to powoduje rozgoryczenie pośród odrodzonych chrześcijan? Wszyscy odczuwamy, że coś jest nie tak. Że nie o takie „cokolwiek” chodzi w istocie. Że prawdziwa Ewangelia, to coś więcej niż to, co prezentują mainstreamowi ewangelizatorzy, jakże często uwikłani w jakiś sposób w praktyki religijne osób, które należało raczej ewangelizować.

Jeszcze większe, jak sądzę zdziwienie przeżyje wielu chrześcijan po przejściu na drugą stronę, gdy okaże się, że skoro poświęcili swoje siły, środki i niemalże całe swoje życie celom materialnym, to ich nagroda w górze będzie mizerniuchna. Czy swoje życie w ciele traktujemy jako pielgrzymkę (1Pt 2:11)? A może już tu chcemy odebrać nagrodę?

Tylko za co…? Za swoją przedsiębiorczość?

A może szczęście osobiste, małżeństwo, szczęście rodzinne, los naszych dzieci…?[12] Jest tak wiele ważnych, a nawet bardzo ważnych celów w życiu, jednak również i one mogą stanowić owo „cokolwiek”[13], przez które pozbawimy się nagrody w górze.

Zmasakrowane ciałeczka nienarodzonych dzieci to potężny sztandar, zdolny rozpętać prawdziwy huragan oburzenia pośród ludzi, którzy mają normalne odruchy, a i nasze emocje, gdy myślimy o trwającej współcześnie zbrodni ludobójstwa, zwanej dla niepoznaki „zabiegiem”, są z pewnością słusznie poruszone. Zastanawiam się jednak: dlaczego tak bardzo dotyka nas zbrodnia skierowana przeciwko innym ludziom, a tak mało zbrodnia bałwochwalstwa popełniana powszechnie wobec Boga?

Za niektóre grzechy Izraelici mieli karać śmiercią. Zgodnie z nauczaniem Nowego Testamentu chrześcijanie nie wykonują takiej kary, a jej ekwiwalentem jest wyłączenie ze zboru lub odsunięcie się od kogoś, kto popełnia, np. zbrodnię bałwochwalstwa[14].

Pamiętajmy:

Istotne jest nie tylko w jakiej sprawie idziemy na „wojnę”, ale również z kim na nią ruszamy.

Niestety obecna rzeczywistość jest taka, że bez jakiejkolwiek refleksji w tej materii kosztowny Boży lud prowadzi wspólne działania misyjne, charytatywne, lobbingowe i inne wraz
z czcicielami przedmiotów – wytworów ludzkich rąk – figur i obrazów oraz pewnego, szczególnego dla nich wypieku nazywanego bluźnierczo imieniem naszego Pana i Zbawcy.

Gdybyśmy zechcieli popatrzeć na późniejszą historię Izraela, to zobaczymy w jaki sposób nieukarana na etapie Księgi Sędziów zbrodnia Danitów promieniuje najpierw na Północne Królestwo (1Krl 12:26-30), później zaś, w identyczny jak w omawianej historii sposób
– poprzez wspólną wojnę – zarażone nią zostaje Królestwo Południowe (1Krl 22:4). Ostatecznie doprowadza ona do upadku cały Lud Boży Starego Testamentu.

Drodzy Bracia i Siostry, zechciejmy proszę zwrócić uwagę, że w jakiś sposób Bóg ostatecznie odbudował plemię Beniamina, pomimo ich koszmarnej zbrodni. To z niego pochodził pierwszy król Izraela[15], ba wręcz z miasta Gibea, które jest niesławnym bohaterem ostatnich rozdziałów Księgi Sędziów! Beniaminitą był również Apostoł Paweł (Rz 11:1), który zaniósł Ewangelię do pogan, w tym również do dzisiejszej Europy.

Zechciejmy zwrócić również uwagę, że Danitów ostatecznie nie ma pośród plemion Izraela wymienionych w Objawieniu (Obj 7:5-8), a ich miasto to dziś stanowisko archeologiczne zwane Tel Dan, czyli nieodbudowane ruiny (5Mjż 16:17). Czy to nie daje do myślenia?

Zważmy:

W wieczności będzie wyłącznie czysta Oblubienica, Wszetecznicy tam nie będzie.

Bóg w jakiś sposób i tak zrealizuje swoją wolę, z nami, albo bez nas. Zrobi to, jeśli trzeba wykorzystując również nasze pożądliwości, słabości i upadki, a nawet naszą niewierność. Tylko, że to nie zdejmuje z nas winy za nasze czyny, a jeśli nie poddamy się Jego objawionej woli i powołaniu Kościoła, to konsekwencje tego będą po prostu tragiczne, w pierwszym rzędzie dla nas, ale również i dla kolejnych pokoleń, wśród których będą żyły nasze dzieci.

Czy koniecznie musimy powtarzać błędy Izraela?

 

Marek Handrysik

horn@post.pl

tel.: 032-7000-437

Skype: tumr.horn

http://swietochlowice.kwch.org/

http://berea.edu.pl

 

 

 



[1] Imię Dalilla brzmieniowo przypomina hbr. layla – noc, co daje świetny kontrast do znaczenia imienia Samsona.

[2] Brakuje tego niuansu w naszych przekładach, np. BW.

[3] Patrz 19:2 np w przekładzie BG: A bawiła się nierządem przy nim założnica jego;…

[4] W przekładnie BW jest nałożnica, choć on nazywany jest jej mężem. W rzeczywistości chodzi o tzw. żonę drugorzędną, której dzieci nie miały prawa do dziedziczenia (patrz np. Ketura).

[5] Patrz: 4Mjż 35:30: Jeżeli ktoś zabił człowieka, to zabójcę można zabić na podstawie wypowiedzi świadków; lecz jeden świadek nie może świadczyć przeciw człowiekowi, aby go skazano na śmierć. Także 5Mjż 19:15.

[6] W tekście ów człowiek najpierw nazywany jest jej mężem, na koniec zaś panem (19:27).

[7] Patrz Joz 10:2: Gibeon było wielkim miastem, jako jedno z miast królewskich, większym nawet niż Aj, a wszyscy jego mężczyźni byli wojownikami. W Sdz 20:16 dosłownie jest napisane: siedmiuset mężów dwupraworękich.

[8] Patrz Joz 9. Gibeon był wówczas prawdopodobnie zamieszkany przez ludność mieszaną Kananejsko-Izraelską. Patrz stosunek Boga do pogan z Gibei: 2Sam 21:1-14.

[9] Postać ta pozwala umieścić rozdziały 13-21 chronologicznie na początku Księgi Sędziów.

[10] Wspólne miasto Ekronprzydzielone Judzie i Danowi, patrz: Sdz 1:18; Joz 15:11; 19:43.

[11] Retoryka jest mocą przekonywania. Kwintylian „Kształcenie Mówcy” XV,3

[12] Patrz Łk 14:26: Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci,
 i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim
.

[13] Patrz 1Kor 7:29-31.

[14] 1Tm 1:20; 2Kor 6:17; Jud 1:23

[15] Ciekawe, że król Saul pochodzący z Gibei zebrał wojska do walki o Jabesz Gileadzkie, które było jedyną niewinną ofiarą jatki wokół Gibei, rąbiąc własne bydło i rozsyłając je do pokoleń Izraela (1Sm 11:6), podobnie jak to zrobił Lewita z ciałem swojej żony zbierając armię przeciwko Gibei.